piątek, 9 maja 2014

Rozdział 27

Nagle Harry oddał strzał. Przeleciało obok mnie, ale nie trafiło we mnie.

#####

Przy najmniej mi się tak wydawało. Po chwili poczułam mocny ból w prawej ręce. Zwijałam się z bólu. Słyszałam tylko krzyki Niall'a, a po chwili kolejny strzał. Jeszcze głośniejsze krzyki. Jeszcze mocniejszy ból... Po chwili widziałam ciemność. Czarne tło, nic więcej. Czy to już koniec? Umarłam?
~ Oczami Niall'a ~

- KURWA CO TY DO JASNEJ CHOLERY ZROBIŁEŚ?! - darłem się na Harry'ego
- To co powinnem zrobić już bardzo dawno temu. - zaczął się śmiać
Niezwarzając na konsekwencje jakie mogą potem być, wziąłem szybko Lottie na ręce i zaniosłem do auta. Droga do szpitala zajęła nam nie dłużej niż 5 minut. Jechałem najszybciej jak się da. Wbiegliśmy do szpitala... Darłem się na cały szpital.. Lekarze mnie uspokajali, a ludzie się na mnie dziwnie patrzyli. Podbiegł do mnie ktoś z personelu. Zabrali ją. Jak Ja mogłem dopuścić żeby to się stało?! Nienawidzę Harry'ego.. A co jeśli ona.. Nie, nie myśl nawet tak Niall! To wszystko to moja wina. Gdybym ją wtedy przypilnował... Gdybym wiedział co się stanie.. Ehhh... Po chwili zawołał mnie lekarz.
- Pan z rodziny panny Evans? - zapytał
- Eee, nie, znaczy tak, co z nią? - zapytałem
- Nie jest w najlepszym stanie, ale jutro powinna wyjść. - powiedział
Troche zdziwiły mnie jego słowa. " Nie najlepszym, ale moze jutro wyjsc" aha okej?
- Moge do niej wejść? - zapytałem
- Prosze, ale na chwilke - powiedział
Wszedłem do białego pomieszczenia. Zobaczyłem ją. Leżała. Spała... Bałem się o nią... Po chwili zaczeła się budzić..

~ Oczam Lottie~

Lekko otworzyłam oczy aby się przyzwyczaić do światła. Białe pomieszczenie.. Gdzie Ja jestem? Otworzyłam oczy szerzej.. Biało.. Obok mnie siedział blondyn. Zaraz zaraz czy to.. Niall?
- Wyjdź. - wyszeptałam
- Lottie, prosze Cię, wysłuchaj mnie - powiedział
- Wyjdź - wyszeptałam po raz kolejny
Wyszedł. Po chwili wszedł lekarz
- Jak się pani czuje? - zapytał
- Dobrze.
- Zaraz może pani wyjsc
- A co z ręką? I brzuchem? - zapytałam wskazując na miejsca
- Są opatrzone. Za pare dni pani przyjdzie na kontrole - powiedział
- No dobra.
Po chwili wyszedł.  Wstałam z łóżka. Zaczełam szukać telefonu. Wtedy do pokoju wszedł Niall.
- Lottie, jesteś gotowa? - zapytał
- Gotowa na co?
- No, odwioze Cie i się Toba zaopiekuje - usmiechnął się
- Hahaha. Ty? Mną? Chyba śnisz. Przez Ciebie tutaj jestem, a teraz chcesz się mną opiekować? Hahaha. Mozesz mnie podrzucić do domu. Ale więcej nie chce Ciebie widziec. - powiedziałam
- No dobra.
Po 10 minutach byliśmy pod naszym domem. Na razie nie miałam zbytno gdzie zamieszkać bo do mojego domu wprowadziła się koleżanka z chłopakiem, i na razie nie chce im przeszkadzać. Musiałam zostać w tym domu. Wziełam sobie osobny pokój i przeniosłam do niego wszystkie moje rzeczy.  Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Prosze - powiedziałam

~ Oczami Niall'a ~

- Możemy pogadac? - zapytałem łagodnie.
Lottie usiadła na łóżko a Ja dalej stałem przy drzwiach
- Nie mamy o czym - powiedziała
- Przepraszam - podszedłem do niej i uklęknąłem przed nią. - na prawde przepraszam. Za wszystko co Tobie do tej pory wyżądziłem.
- ZA CO TY MNIE PRZEPRASZASZ?! ZA TO ZE MASZ JEBNIETYCH KOLEGÓW, CZY ZA TO ZE JA JESTEM JEBNITA?! - zaczeła krzyczeć
- Nie ważne, o tym pogadamy kiedy indziej. Jak się czujesz? Lepiej? 
- Pytasz się mnie czy jest mi lepiej. Nie wiem czy odpowiedzieć na to pytanie czy po prostu je zignorować. Człowieku mów cały świat runął w gruzach. Kryje się pod szeroką maską uśmiechu, niestety nikt nie wie co się dzieje w środku. Ludzie maja cię głęboko w dupie, nie widzą jaki jesteś poraniony. Każdy jest zasranym egoistą, tylko niektórzy widzą twoje nieszczęście. Życie coraz bardziej mnie przytłacza. Ten świat, nienawidzę go. Chcesz żyć w takim świecie? No powiedz mi, chcesz?! Bo moja nadzieja już dawno umarła na lepsze jutro. - powiedziała i wybiegła z pokoju
Lekarz mówił zeby nie biegała, ani się nie przemęczała.. Co jeśli jej się coś stanie? Jeśli znowu się potnie? Szybko do niej pobiegłem. Nie mogłem jej znaleść. Wyszła z domu.. Przeszukałem całe osiedle, ale jej nie znalazłem.

~ Oczami Lottie ~ 

Uciekłam.. Brzuch mnie boli, nie wytrzymam. Myśle, że Liam'owi moge ufać. Zadzwoniłam do niego.
- L- Liam - powiedziałam wybuchając płaczem
- Lottie?! Co sie stało!? - mówił krzyczał do słuchawki 
- P-przy-jedziesz? - powiedziałam
Brakowało mi tlenu. Biegłam szybko. Tak, tak mam astme. + najlepsze jest to że zwijam się własnie z bólu. Brzuch. Boli.
- Pewnie! Zaraz będę! Gdzie jestes? - zapytał
 Rozejrzałam się. Nie wiem. 
- Nie wiem.. Jakieś tory, a obok łąka. - powiedziałam niespokojnie
- Okej! Wiem chyba gdzie to - powiedział
Był po 5 minutach.
- Wszystko dobrze? - podbiegł do mnie
Rzuciłam mu się na szyje
- Dziękuje że po mnie przyjechałeś - powiedziałam
- Nie ma za co, jedziemy na razie do nas - powiedział
Próbowałam wstać. Na marne. Liam wziął mnie na ręce i zaniósł do auta.


###################
Krótkie, beznadziejne, ale jest. :) 2 komentarze i dam dalej :) 

2 komentarze:

  1. Cudowne! Boje się trochę o Lottie, ale mam nadzieję, że nic jej się nie stanie. Według mnie Lottie powinna wybaczyć Niall'owi. Pozdrawiam i życzę dużo, dużo weny! Zapraszam do mnie:
    http://opowiadanieozyciuonedirection.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadam się z Lily Black.
    Twój blog jest wyśmienity, po prostu nie mogę się doczekać dalszej części. + To NIE był nie udany rozdział, był świetny jak i reszta. Wiesz, mogłabyś napisać książkę na podstawie tego bloga, tylko wymyślić nowy zespół i podobne szczegóły ;)

    OdpowiedzUsuń